„Złote ludwiki raz trafiając do owej skrytki, w której odnajdywały sporą ilość w ten sam sposób uzbieranych współtowarzyszy, dzieliły ich los, a wycofane od tej chwili z obiegu czekały, aż nadejdzie dzień, kiedy ktoś zgoła nieznany lub też śmierć starej panny przekażą je do rąk jej spadkobiercy.
Otóż do mieszkania tej właśnie zacnej krewniaczki zmierzał doktor Gilbert, ciągnąc za rękę dryblasa Pitou. Trzeba bowiem dodać, iż począwszy od trzeciego roku życia chłopak rósł tak szybko, że zawsze wydawał się za duży jak na swoje lata.
Panna Róża Angelika Pitou była w wyśmienitym humorze, kiedy drzwi jej mieszkania rozwarły się przed jej krewniakiem i doktorem. W tym samym bowiem czasie, kiedy w kościółku w Haramont odprawiano żałobną mszę nad zwłokami jej bratowej, w kościele w VillersCotterets odbywały się śluby
i chrzciny, co podniosło dochód dzienny z wynajmu krzesełek aż do sześciu franków.
Panna Angelika nie omieszkała zamienić miedziaków na grubszą monetę, która z kolei została przyłączona do trzech innych, uzbieranych w nieco wcześniejszym czasie srebrnych monet, co razem zliczywszy stanowiło już jednego złotego ludwika. Wspomniany „ludwiczek" spotkał się z innymi,“(6)
<<<< Poczłapał do wozu coś
| Szukał więc wszędzie >>>>