Poczłapał do wozu coś

„Poczłapał do wozu, coś tam poszperał przy tobołkach, a kiedy wrócił, kazał Ablowi nadstawić dłonie i wsypał w nie garść brzęczących monet.
— Wódka tu musi być piekielnie droga — wyjaśnił. — Więc nie przesadzajcie. A ty, Karolu, pamiętaj, żebyś nie płacił. Abel dostał na was dwu. I nie siedźcie w saloonie zbyt długo, bo chociaż jutro niedziela, porządnemu człowiekowi nie wypada spać w dzień.
CJive Tess
Księżyc wyjrzał srebrnym rąbkiem zza chmur i oświetlił jedyną ulicę Custer City. W jego blasku widać było doskonale wszystkie zagłębienia i wypukłości drogi. Co prawda księżycowi zawtórowały, tu i tam, w szałasach i budach, chwiejne światła pochodni, lampek i ognisk, ale więcej przysparzały dymu niż blasku. Jednakże Heart i Gordon nie mogliby zmylić drogi nawet podczas najgłębszych ciemności, bo w jednym i tym samym kierunku ciągnęły grupki ludzi gadających bardzo głośno. Szli nawołując się i śpiewając. Im bliżej saloonu Musgravea, tym bardziej wemagał się gwar. Wreszcie na małym placyku, przy którym wznosił się rzęsiście oświetlony cel wędrówki, okrzyki osiągnęły szczyt natężenia, aby stopniowo cichnąć, w miarę jak ludzie znikali we wnętrzu budynku. Przez wąskie drzwi nie mogły przejść więcej niż dwie osoby naraz, więc Heart i Gordon skromnie stanęli na uboczu, aż któryś z brodatych przybyszów pchnął ich krzycząc“(5)