O moim rzeczywistym ojcu

„O moim rzeczywistym ojcu słuch zaginął. Jedyną pamiątką po nim była siostra Rimma, źródło moich kompleksów, przyczyna mnóstwa docinków, że to bękart, dziecko niewiadomego pochodzenia. Ale największą plamą na honorze był ojciec. Zdawałem sobie sprawę, że nic mnie z nim nie łączy — nawet przelotna znajomość. On nie istniał w mojej pamięci, we wspomnieniach czy choćby w wyobraźni.
Moja matka, choć ojca kochała, w trosce o mnie — jak później się dowiedziałem próbowała wymazać jego postać z dziejów naszej rodziny. On nie powinien istnieć dla mnie. Byl śmiertelnym zagrożeniem — mógł przekreślić moją przyszłość. Najbardziej obawiała się tego, że kiedy dorosnę, to wówczas jako syn przestępcy politycznego i recydywisty, który nie otrzymał aktu łaski i zsyłkę zamienił na obóz — zostanę aresztowany i podzielę jego dolę. Coraz częściej za wrogów ustroju uznawano nie tylko dorosłych, ale także ich dzieci. Jeśli te dzieci były jeszcze zbyt małe, aby cokolwiek rozumieć z przestępczej działalności rodzica, to czekano aż podrosną, by móc ich izolować, zwykle zmieniać im nazwiska w celu zatarcia śladów pochodzenia, feralnego rodowodu, parszywej przeszłości ojców czy matek, zazwyczaj obojga rodziców, bo za czyny męża odpowiadała żona. Tak było, choć to niewiarygodne odpowiedzialność zbiorową w kręgu rodziny uważano za osiągnięcie socjalistycznego porządku prawnego. Już później, po latach sięgnąłem do prasy, i licznych wypowiedzi Andrzeja Wyszyńskiego. Wtedy dopiero zrozumiałem lepiej moją matkę, jej obawy o mój los.“(12)