Nigdy jeszcze - tak mu się

„Nigdy jeszcze — tak mu się zdawało — nie widział czegoś równie pięknego jak Kay. Yincent nie mógł jeść, choć tłusty, żółty ser matki był wyborny, a chleb smaczny. Zbudził się w nim nowy straszliwy głód. Nie mógł oderwać wzroku od subtelnej twarzy Kay, od jej rzeźbionego owalu, od głębokich, smutnych oczu i pełnych, słodkich ust, w tej chwili ściągniętych, ale mających znów kiedyś nabrać życia.
Po posiłku mały Jan zasnął z głową na kolanach matki. Vincent widział, jak Kay przesuwa rękę po jasnych lokach dziecka patrząc badawczo na niewinną twarzyczkę. Czuł, że w twarzy dziecka widzi odbicie męża, że myśli jej są teraz przy ukochanym człowieku, w domu na Keizersgracht, i nie pamięta, że jest z kuzynem Vincentem na brabanckim wrzosowisku.
Szkicował całe popołudnie. Chwilami chłopczyk siedział mu na kolanach; zdawał się lubić Vincenta. Vincent dał mu nawet parę arkuszy dobrego papieru rysunkowego i ucieszony malec gryzmolił coś na nim. Śmiał się i krzyczał, biegał po żółtym piasku i wracał z tysiącem pytań do Vincenta, przynosił mu drobne przedmioty, wciągał w rozmowę. A jednak mimo to nie przeszkadzał Vincentowi, któremu miło było czuć to małe, żywe i ciepłe stworzenie, wdrapujące mu się z czułością na kolana.“(4)