„— Pismo! Niech mi pan odda pismo! Niech mi pan odda!
On poszedł zamknąć drzwi. Gdy wrócił na swoje miejsce a ona stała oparta o stół, powiedział ze smutkiem
— Nie trzeba krzyczeć, Ilario, nie trzeba histeryzować, nie trzeba się bać. Oddam ci podanie, nawet je osobiście wyślę i poproszę, kogo będę mógł, o poparcie. Przysięgam ci to na Chrystusa. Spójrz na mnie. Mógłbym ci zadać gwałt, a nie chcę. Przyjrzyj mi się dobrze czy nie widzisz, że z nas dwojga bardziej nieszczęśliwy jestem ja
— Czego więc pan chce ode mnie — krzyknęła zwracając ku niemu twarz.
— Podejdź bliżej, jeszcze bliżej, to ci powiem.
I ona powoli, jak urzeczona, okrążyła stół i pochyliwszy się nad nim, płacząc, pozwoliła się całować.
Minął jednakże rok czasu, zanim don Mattia spełnił przyrzeczenie. Pismo spoczywało u niego w kieszeni. Ilaria mogła je była wykraść i wysłać, ale nie zrobiła tego. Nie pozwoliło jej na to przede wszystkim sumienie. Nie chciała posłużyć się pismem, skoro sama nie dotrzymała warunku, pod którym dano jej podpisy mało tego, więzią grzechu przykuła do siebie mężczyznę. Gdy ksiądz jeszcze raz ją odwiedził, pochyliła głowę mówiąc
— Co ja poradzę
Około Wielkanocy zaznaczyła scyzorykiem jeszcze jedną kreskę na kominku, trzynastą z rzędu. Wpatrzona w szereg znaków, zdała sobie nagle sprawę ze swoich uczuć i zadrżała oto nie przestając oczekiwać, zaczęła się trwożyć tym, że czas mija.“(14)