„— Kaszlała tak samo jak ty, Grażyna. Dosłowna baba.
— Kto Manierka
— Telegrafistka. Maszka jej na imię, a śliczna, że wszyscy zakochali się w jej oczach. Mieć takie oczy...
— Zawsze byłeś kochliwy. Co się z nią stało
— Gwiazdy nie oczy. Nie umiała pić bimbru i to był jedyny feler Maszki. Łącznik Mariana przeprowadził ją na odpoczynek do wsi, później dalej, gdzieś do oddziału polskorosyjskiego, bo właśnie do nich zleciała z nieba. Wiatr zniósł ją w innym kierunku. Gdyby nie Marian, którego licho poniosło w głąb lasu — Maszka chyba już by tam została. Kto o niej by coś wiedział Może jakaś rodzina i kilku ludzi, którzy kazali jej zlatywać nad polską ziemią. Podobno z samej Moskwy pochodzi. Umówiła się z nami na spotkanie po wojnie. Spotkamy się, jak myślisz
— Na pewno. Tylko gdzie W tych drzewach
— W Warszawie, na moście Poniatowskiego, o godzinie piątej po południu. W tydzień po zakończeniu wojny. Marian zaprosił ją na pierwsze powojenne lody i czarną kawę. Obiecała, że przyjdzie. Ty musisz też być, Grażyna. Zapamiętasz O godzinie piątej na moście...
— Godzina piąta, most i MaszkaRosjanka. Jak ona się nazywa
— Nikt jej o to nie pytał. Wystarczyło nam MASZKA. Od czego to może być, to zdrobnienie Od Marii“(13)
<<<< O moim rzeczywistym ojcu
| - Pismo Niech mi pan odda >>>>